RODZICE

Pomyślałem, że napiszę trochę o podejściu moich rodziców do pieniędzy i paru sprawach pobocznych, ale też ciekawych.

Moi rodzice to osoby już dosyć wiekowe. Tata dobiega osiemdziesiątki, mama też ma ponad 70 lat. Są to osoby z naprawdę dużym doświadczeniem życiowym.

Niestety większość czasu ich aktywności zawodowej przypadła na czasy głębokiego socjalizmu, więc nie mieli zbyt wielu możliwości manewru. Kto pamięta jak było, ten wie, o co chodzi.

Ich rodzice też nie mieli zbyt wielu doświadczeń z gospodarką rynkową. Babcia od strony mamy podczas wojny doskonaliła umiejętności z dziedziny logistyki i sprzedaży bezpośredniej. Działo się to w ektremalnych warunkach – chodziło o przemyt jedzenia od rodziny ze wsi do Warszawy, gdzie z jedzeniem były problemy. Dziadkowie od strony taty byli rolnikami. Też mieli fajnie z dopinaniem budżetu domowego. W czasie wojny pod okupacją niemiecką zakazane było korzystanie z mięsa własnych zwierząt hodowlanych. Kiedyś żołnierz niemiecki zobaczył, że tata ma w domu zabawkę – nadmuchany pęcherz ze świni. Fajna zabawka, ale dziadek ledwo to przeżył…

Potem lata komunizmu / socjalizmu. Jakby to nie nazwać, to niestety wywarło piętno na rodzicach. Skoro wszelkie prywatne inicjatywy były zwalczane przez państwową propagandę, to spróbuj w takich warunkach choćby pomyśleć o założeniu firmy:)

Tata do pierwszej pracy wstawał o 3:00. Musiał dojść 2 km do stacji, potem prawie 100 km. pociągiem. W międzyczasie jakoś trzeba było znaleźć czas na studia.

No właśnie – edukacja

Rodzice zdawali sobie sprawę, że jeśli nie chcą pchać się na stanowiska partyjne, to jedynym wyjściem dla nich jest należyta edukacja, która zapewni im odpowiednią pozycję zawodową. Tata został inżynierem mechanikiem ze specjalnością konstruktor maszyn. Pracował w różnych instytucjach państwowych, potem w firmach prywatnych. Jeszcze do niedawna pracował na pół etatu, mimo że od dawna był na emeryturze. Był na tyle cenionym specjalistą, że jeszcze w podeszłym wieku jego praca była potrzebna.

W przypadku mamy z edukacją było tak samo. Mama była nauczycielką. Przez większość życia pracowała w instytucjach publicznych (poprawczak, szkoła specjalna, dom dziecka). Zarobki w tych instytucjach zależały od wykształcenia. Oczywiście nauczyciele zawsze narzekali na to, że mają za mało płacone. No to trzeba trzeźwo pomyśleć, co da się zrobić. Mama starała się o jak najwyższe wykształcenie. Robiła studia podyplomowe, jakieś stopnie specjalizacji, co wciąż podnosiło jej pensję. Napisała nawet pracę doktorską, ale nikt nie chciał być promotorem. Praca powstała na początku lat 80 i traktowała o prostytucji wśród licealistek w Warszawie. Potencjalni promotorzy kiwali głowami, cmokali ze zrozumieniem i twierdzili, że nie mogą się pod tym podpisać. Taka ówczesna poprawność polityczna. Mama się zdenerwowała i wyrzuciła wszystkie materiały (wywiady, badania) do kosza. Dziś pewnie byłaby z tego niezła książka…

Poza stawką za wykształcenie, mama korzystała z różnych dodatków za trudne warunki pracy (poprawczak, szkoła specjalna). Jak na nauczyciela pewnie zarabiała całkiem nieźle.

Cel – emerytura

Trochę mnie śmieszy, jak dziś niektórzy blogerzy piszą o swoich celach typu „emerytura w wielu 50 lat”. Chodzi o zgromadzenie takiego kapitału, żeby wystarczyło do końca życia.

Rodzice też w swoich ograniczonych warunkach mieli podobne dążenia, tylko innym sposobem. Chodziło o emeryturę z ZUS. Wykorzystali wszelkie możliwości, żeby szybko przejść na emeryturę i nadal pracować. Mama przeszła na emeryturę w wieku…49 lat. Mogła to zrobić ze względu na prace w tych dziwnych miejscach (poprawczak, szkoła specjalna), które jakoś inaczej liczyły się do emerytury. Do emerytury mama dostała jeszcze rentę z tytułu choroby zawodowej (coś tam ze strunami głosowymi). Po przejściu na emeryturę pracowała jeszcze w domu dziecka, w ośrodku adopcyjnym, na prywatnej uczelni. To trwało jeszcze wiele lat.

Tata też przeszedł na emeryturę znacznie wcześniej niż standardowe 65 lat. Po prostu bardzo wcześnie zaczął życie zawodowe i szybko uzbierał wymagane lata pracy. Pamiętam, że była możliwość zakwalifikowania do stażu pracy dwóch lat tzw. „pastuchowego” w wieku od 16 do 18 lat. Był to czas, kiedy młody chłopak mógł pomagać w gospodarstwie rodziców. Wystarczyło tylko dostarczyć jakieś potwierdzenie i już się było o dwa lata do przodu.  Tata był więc na emeryturze i nadal przez wiele lat jeszcze pracował.

Zarządzanie pieniędzmi

Rodzice nie mają wykształcenia finansowego, ale mają zdrowy rozsądek. W wielu sytuacjach to wystarczy. Przez kilkadziesiąt lat naoglądali się wielu przekrętów finansowych dokonywanych przez państwo. Jakieś afery z książeczkami oszczędnościowymi, dewaluacje. Wszystko to każe mieć ograniczone zaufanie do państwa. My dzisiaj możemy tego nie rozumieć, ale oni doskonale rozumieją konieczność dywersyfikacji portfela (nawet jeśli nigdy nie grali na giełdzie).

Przez wszystkie lata są wierni prostej zasadzie – wydawać mniej niż się zarabia. To pozwoliło im zgromadzić jakieś oszczędności, żeby nie musieć żyć z dnia na dzień. Czy nie korzystali z kredytów? A dlaczego nie? Jeśli była w pracy możliwość wzięcia nieoprocentowanej pożyczki, to przy szalejącej inflacji warto było skorzystać.

Ktoś, kto doświadczył biedy wie, jak odróżnić pragnienia od potrzeb. Nie wszystko trzeba mieć. Trzeba przeżyć i zapewnić byt rodzinie.

Zainspirowałem?

Zainspirowałem kogoś? Pogadajcie z rodzicami, dziadkami, jak się kiedyś robiło interesy. Tylko pamiętamy – uczciwość, żadnych przekrętów. Może wpadnie jakiś pomysł na biznes.

*****

Zapraszam na facebook – oszczędzanie pieniędzy. Zapisz się też na listę mailingową, żeby otrzymywać info o nowych notkach.

Zajrzyj też na mój drugi blog oszczędzanie w banku. Opisuję ciekawe promocje bankowe i rozdaję książki, które warto przeczytać:)

Udostępnij na:
  • Facebook
  • Google +
  • Wykop
Przeczytaj poprzedni wpis:
TSU – CZY FACEBOOK WYTRZYMA KONKURENCJĘ?

Dziś nie będzie o oszczędzaniu. Dziś będzie o zarabianiu i to w bardzo ciekawy sposób. Od kilku tygodni widzę na...

Zamknij